Newsletter


 

Marcin Polak: Teraz czas na miasto...

Czy Łódź to dobre miejsce do mieszkania?

- Raczej nie. Ostatnio czytałem w gazecie recenzję książki, w której padło takie zdanie na temat Łodzi: „To miasto jest podłe, trzeba mieć końskie zdrowie, żeby tutaj żyć”. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, żeby stwierdzić, że nie ma lekko. Jakość przestrzeni publicznej jest bardzo uboga, szczególnie w centrum. Siedzimy akurat w dość zadbanym parku Staromiejskim, ale z jednej strony mamy Stary Rynek, a z drugiej plac Wolności, które są kompletnie niewykorzystane i zaniedbane. Widziałem na facebooku nawet stronę pt. „Ratujmy Łódzki Stary Rynek” i zawsze zadziwia mnie fakt, że fanami takich inicjatyw zostają politycy. Świetnie, tylko to nie wystarczy - za pomocą jednego kliknięcia w Internecie nic się nie zmieni. Czytałem wypowiedź Hanny Zdanowskiej, że kiedy powstanie EC1 zmieni się też Piotrkowska i Stary Rynek. To samo się nie zrobi, jak za dotknięciem czarodziejskiej różki, przykładem otoczenie Manufaktury.Gdyby tak było, nie musielibyśmy organizować festiwalu błota przed Pałacem Poznańskiego.

Dlaczego więc tutaj zostałeś?

- Chyba najłatwiej jest po prostu wyjechać. Tutaj mam rodzinę, znajomych, przyjaciół. Poza tym uważam, że Łódź jest potencjalnie wspaniałym miejscem i pięknym miastem. Ale trzeba działać, wiele jest do zrobienia – może to mnie właśnie tutaj wciąż trzyma. Poprzez akcje artystyczne i społeczne, które organizujemy, próbujemy zmieniać tą przestrzeń, zwracać uwagę na największe problemy i powoli przywracać temu miastu normalność.

Organizujesz m.in. cykl akcji „Miej miejsce”. W jaki sposób chcecie zmieniać i ożywiać łódzki krajobraz?

- Założenie jest takie, żeby skupiać nasze działania i happeningi w miejscach, które są naprawdę zdegradowane czy też potrzebują interwencji. Dobrym przykładem jest plac przy ul. Wólczańskiej przed Teatrem Arlekin, zwany wcześniej potocznie „największą sralnią w mieście”. Staramy się najpierw zwrócić uwagę na dany problem i miejsce, np. akcją „Będzie świetlnie” chcieliśmy trochę wydobyć z mroku ten zapuszczony skwer. Pokazać, że to przestrzeń, która ma potencjał i może stać się wspólnym, przyjaznym miejscem, jeśli się o nią zadba. Następnie wracamy do tych miejsc już z konkretnymi działaniami. Wspólnie z Muzeum Sztuki podczas akcji „ZieleniMY” sadziliśmy na skwerku rośliny, sialiśmy trawę i przywracaliśmy tej okolicy normalny wygląd. Udało się to przeprowadzić dzięki realizowanemu przez Muzeum projektowi „Ekologie miejskie” oraz zaangażowaniu i pracy okolicznych mieszkańców.

Innym przykładem jest akcja „Gramurek” zorganizowana w słynnym łódzkim miejscu spotkań – murku przy stacji benzynowej na pl. Komuny Paryskiej. Pojawiły się sygnały, że ma tam powstać wielopoziomowy parking, który kompletnie zmieniłby i zaburzył tę przestrzeń. Zaprosiliśmy więc łódzkich artystów, którzy przygotowali koncert-happening w obronie murku. Następnie we współpracy z festiwalem Łódź Design wróciliśmy tam realizując z pomocą zaprzyjaźnionych architektów „100 metrów projektów” Rozwinęliśmy po prostu przy murku wielki rulon tektury, zachęcając Łodzian, aby podzielili się swoimi pomysłami na zagospodarowanie tej przestrzeni.

Największym sukcesem cyklu „Miej Miejsce” okazał się jak dotąd Festiwal Błota, który urządziliśmy na parkingu na przeciwko pałacu Poznańskiego. Celem akcji było zwrócenie uwagi na skandaliczny stan placu znajdującego się w najbardziej reprezentacyjnym miejscu Łodzi, zaraz obok Manufaktury, Muzeum Miasta i pięciogwiazdkowego hotelu. Po ulewnych deszczach parking zmieniał się w wielkie bajoro, stąd pomysł, żeby zorganizować tam Festiwal Błota i poprzez zabawę (np. rzut kaloszem w kałużę, zapasy w błocie czy skate błoting, czyli wjeżdżanie deskorolką w błoto) zwrócić uwagę na zaniedbanie tej przestrzeni. Dzięki naszym działaniom urzędnicy w końcu zainteresowali się tym miejscem: zlecono posianie trawy, ułożenie chodników oraz postawiono ławki.  Zastanawiam się, czy jedynym sposobem na to, żeby Urząd Miasta zajął się poprawą przestrzeni publicznej w Łodzi, szczególnie obszarów w centrum, jest organizowanie takich „wygłupów”. Ostatecznie można powiedzieć, że odnieśliśmy sukces i parking został uporządkowany – są to jednak zmiany na poziomie minimalnym.

Jakie twoim zdaniem są największe problemy przestrzeni miejskiej w Łodzi?

Myślę, że przede wszystkim problemem jest nastawienie miejskich urzędników odpowiedzialnych za jakość i wygląd tej przestrzeni. I nie mówię tylko o zrujnowanych i zaniedbanych miejscach w centrum, ale też o nowych inwestycjach. Dlaczego fontanna na pl. Dąbrowskiego tak wygląda, że właściwie bardziej się jej trzeba wstydzić niż nią chwalić? Dlaczego większość łódzkich budynków jest malowana na pistacjowo? Dlaczego naprzeciwko reprezentacyjnego pałacu i wielkiego kompleksu Manufaktury był rozjeżdżony przez samochody plac? Za te sytuacje odpowiadają konkretni ludzie i od tego trzeba by zacząć. Cieszę się, że Architektem Miasta został Marek Janiak, może wniesie nową jakość na to stanowisko. Kolejnym problemem jest jakość konkursów architektonicznych organizowanych przez Miasto - często nie przyznaje się pierwszych nagród, przykładem ostatni konkurs dotyczący ulicy Piotrkowskiej. Być może wynika to z niskiego poziomu prac i małego zainteresowania ze strony architektów, a to z kolei wynika z nieodpowiedniego sposobu przeprowadzania konkursów i słabej promocji. Warto by było szerzej reklamować te konkursy, aby przyciągnąć dobrych architektów, nawet zza granicy. Skoro nie ma zainteresowania konkursami  to trudno się dziwić, że jakość nowych realizacji architektonicznych w Łodzi jest taka słaba. Większość z nich nadaje się co najwyżej do konkursu „Makabryła”.

Najbardziej poraża mnie brak chęci działania i brak pomysłów na to, żeby ten łódzki krajobraz ulepszać. Wiele miejsc w centrum wygląda tak samo od czasów wojny, np. ulica Zachodnia, i mam wrażenie, że tego nikt nie zauważa, że przyzwyczailiśmy się do mieszkania w tej zastanej, zrujnowanej przestrzeni. A przecież to ogromnie wpływa na jakość życia.

Wiosną tego roku zorganizowałeś w Galerii Wschodniej wystawę „Zawód artysty” podejmującą temat warunków ekonomiczno-społecznych w jakich funkcjonują współcześnie artyści. Kolejnym krokiem było zawiązanie grupy roboczej, która opracowuje konkretne rozwiązania mające na celu poprawę sytuacji. Jakie są wasze postulaty?

Naszym głównym postulatem jest wprowadzenie w Łodzi systemu stypendiów dla artystów. Czasem mam wrażenie, że łódzką kulturę tworzą jedynie festiwale, które pochłaniają duże środki finansowe. Kulturę również tworzą artyści i potrzebny jest system, który będzie ich w tym wspierał. Systemy stependialne funkcjonuja w innych miastach,więc dlaczego ich nie w mieście przemysłow kreatywnych?

Na przykładzie powyższej wystawy można było zobaczyć, z czego artyści żyją: z roznoszenia ulotek,  projektowania skarpetek i pończoch czy robienia zdjęć ślubnych. Ważnym postulatem jest udostępnienie artystom pracowni. W tym momencie trochę takich lokalów jest, ale nadają się bardziej na przechowywanie węgla niż pracę twórczą. Tomasz Załuski przygotował obszerną ankietę ,dzięki której będziemy mieli pełną diagnozę sytuacji.

Mam nadzieję, że nasze postulaty zostaną zrozumiane. Miasto prowadzi intensywną kampanię „przemysłów kreatywnych” - trzeba przyznać, że na dobrym poziomie. Oglądamy fajne filmy, fajne reklamy fajnych chłopaków. Na razie jednak „przemysły kreatywne” wspierane są przez prywatne osoby, które udostępniają miejsca do działania, np. Bajkonur, off Piotrkowska czy Willa Grohmana. Teraz czas na miasto...

Co według Ciebie powinien przynieść Regionalny Kongres Kultury w Łodzi? Czy jest potrzebny?

Myślę, że to dobra inicjatywa i potrzebna jest możliwość przedstawienia swoich postulatów na szerszym forum. Ale Kongres będzie mieć jedynie sens, jeśli wnioski  z prowadzonych dyskusji będą następnie wdrażane w życie i realizowane. Mam wrażenie, że w Łodzi jesteśmy mistrzami debat, budowania strategii i powoływania kolejnych sztabów. Chciałbym, żeby to się przełożyło na konkretne regulacje i działania. Ważne też, żeby nie zaczynać od początku, tylko nawiązywać i korzystać z już wcześniej opracowanych dokumentów np. Strategii Promocji Miasta Łodzi czy też strategii przygotowywanych w ramach konkursu na ESK. Potrzebna jest diagnoza, ale przede wszystkim musimy zacząć działać.

Wywiad przeprowadziła i opracowała Majka Justyna.

Marcin Polak (ur. 1973) - w 2006 roku ukończył fotografię w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi. Fotografia stanowi jednak przede wszystkim środek dokumentowania działań realizowanych przez niego w przestrzeni miejskiej. Dotykają one ważnych problemów społecznych i politycznych, są próbą doprowadzenia do dialogu między społeczeństwem a instytucjami oraz elitami. Pomysłodawca akcji LipowaOdNowa, Punkt dla Łodzi, Miej Miejsce, Ratujmy Łódzkie Murale.