Newsletter


 

Paweł Olszewski: Koniec z narzekaniem

Jak to się stało, że kilkoro ludzi, którzy prowadzą własny, prężny biznes, zakłada nagle takie miejsce jak Bajkonur? 

To wszystko bardzo prosta sprawa – myśmy szukali takiego miejsca dla siebie, a ponieważ znamy Łódź od lat, to wiemy, że jeśli w tym mieście czegoś nie ma, to trzeba to sobie samemu stworzyć. Podobnie było z AMG.net – chciałem pracować w fajnej firmie informatycznej, ale w 1996 roku nie było tu takich firm, więc ją założyliśmy.

To, co było nam potrzebne przy zakładaniu własnego biznesu, wykorzystujemy przy tworzeniu Bajkonuru – przede wszystkim ukierunkowanie naszych pasji tak, aby te pasje miały drugi dom. Nie lubię robić rzeczy, które mnie nie pasjonują, więc to był bardzo ważny motyw, mój sposób na spędzenie kolejnych lat w Łodzi. To nie jest pomysł stricte biznesowy, on ma za zadanie utrzymać się, finansowo wyjść "na zero". 

Więc czym będzie Bajkonur? 

Bajkonur to będzie miejsce dla przedsięwzięć artystycznych, dla społeczności nie tylko muzycznej. Początkowo projekt miał być przeznaczony dla nas, muzyków, ale okazało się, że istnieją jeszcze inne pomysły, które tam można włożyć i dzięki temu wykorzystać potencjał mieszania się różnych osób, potencjał miejsca, w którym zdarzy się coś nowego. 

Skąd ta nazwa? Bajkonur to działający do dziś kosmodrom w Kazachstanie, czyli miejsce, z którego się lata w kosmos. Trochę pod wpływem wyglądu, bo przestrzeń wygląda bardzo industrialnie, a trochę pod wpływem takiej właśnie wizji, żeby to było miejsce, z którego można odbić się i polecieć w jakieś nieznane kierunki. Zespoły będą przychodziły grać, będą tam sale do ćwiczeń, nauczyciele dający prywatne lekcje. Ale dzięki temu, że mamy tam również scenę, będzie można organizować wydarzenia, prowadzić działalność artystyczną. Jeżeli każdy z nas przyprowadzi swoje środowisko, to zaistnieją w jednym miejscu różne podejścia, różne sposoby tworzenia. Młodzi ludzie teraz kompletnie inaczej do tego podchodzą, zupełnie inne jest DNA ich metody twórczej. Z drugiej strony będą u nas zespoły, które już coś osiągnęły i wiedzą, jak się po tym świecie poruszać. Chcemy robić warsztaty, otworzyć przestrzeń wymiany, żeby młodzi mogli się pytać starszych, pożyczać, inspirować. 
 
Już od wielu lat szukaliśmy takiego miejsca, długo nie mogliśmy znaleźć właściwej przestrzeni. Latami graliśmy po domach, po kanciapach i stwierdziliśmy że to nie to, że niefajnie się tam tworzy, one nie wpływają dobrze na psychikę, a to jest podstawowy warunek tworzenia. Czego by się człowiek nie nauczył, najważniejsze jest to, co ma do przekazania. Trafiliśmy w końcu na pana Stanisława Zarębę [prezesa spółki, będącej właścicielem obiektów dawnej Widzewskiej Manufaktury – przyp. red.], który okazał się niesamowitym mecenasem. Myśleliśmy na początku o miejscu tylko dla siebie, ale w międzyczasie okazało się, że takich jak my, którzy marzą o czymś podobnym w Łodzi, jest więcej. Połączyliśmy siły i dzięki temu możemy to zrobić na większą skalę. Myślę, że to też jest sprawa wychodzenia ponad pewną linię – trzeba coś zacząć, żeby inni mogli się z tym zidentyfikować i połączyć. 

Zgadzam się z tym, co dyrektor Suchan powiedział w wywiadzie dla Was, że dzisiaj Łódź nie ma zbyt wielu produktów, które sprawdziłby się poza Łodzią, że jesteśmy zaściankowi. Moim marzeniem jest, żeby Bajkonur wyszedł poza Łódź, żeby to nie był tylko łódzki projekt. 

Na ile to będzie dostępne, skoro robicie to dla siebie? 

Dla siebie – to znaczy dla społeczności twórczej, otwarte dla wszystkich. Będzie się utrzymywało z wynajmu sal do prób na zasadach komercyjnych, ale rynkowych, czyli na stawkach, jakie mają sale prób w Łodzi. W ramach tego proponujemy jednak lepszy standard plus to, czego żadna z tych sal nie ma, czyli aspekt społecznościowy. To ma być tygiel, w którym spotkają się różne talenty, różne przedsięwzięcia, gdzie ludzie się ze sobą poznają, nawzajem inspirują. Chcielibyśmy zapraszać artystów, twórców i uczyć się od nich, robić warsztaty, ale niekoniecznie szukając odbiorcy przez media – chcemy działać raczej wewnętrznie. 

Jesteście z Łodzi, ale nie myśleliście, że łatwiej byłoby zacząć gdzieś indziej?

Nie. Dlatego, że tutaj nie ma takiego miejsca, a wydaje nam się, że jest potrzebne. Społeczność twórców nie jest może tak bardzo liczna, ale ma potencjał. Chcemy sprawdzić taką hipotezę, czy rzeczywiście istnieje coś takiego, jak tygiel. Nie mówić wiecznie o tym potencjale, tylko go sprawdzić. 

Widzimy, że trudno ruszyć z czymś takim, zachęcić ludzi, żeby przychodzili po darmową wiedzę. Musi być element jakiegoś "hype’u", marketingu, bo ludzie chętniej chodzą na markowe produkty, które już funkcjonują. To wszystko jest strasznie spolaryzowane, z jednej strony długi ogon twórców, którzy robią fajne rzeczy i nikt o nich nie wie, z drugiej ci, którym udało się wyjść ponad tę kreskę – to oni skupiają całą uwagę i docierają do świadomości. To jest też specyfika rynku….  
 
Wyjeżdżałem, każdy próbował wyjeżdżać, zobaczyć, jak świat wygląda poza Łodzią, ale to tu postanowiłem mieszkać. Z Arturem [Urbańskim, współzałożycielem firmy AMG.net – przyp. red.]  stwierdziliśmy: koniec z narzekaniem. Kiedy ktoś narzeka, wychodzimy. To jest choroba i odbijanie rzeczywistości w krzywym zwierciadle. Uważamy, że nie ma co czekać, aż ktoś za nas coś zrobi. Moim zdaniem w Łodzi teraz coś się zaczyna ruszać, ludzie się zaczynają pojawiać. Brakuje jeszcze jakiegoś elementu, ale jeżeli rewolucja się wydarzy, to myślę, że nie będzie pochodzić od włodarzy, tylko właśnie od jakiś grup oddolnych. Dobrym przykładem jest Berlin – to zaskakujące, jakie niszowi artyści mają tam „branie”.  Ale to też oczywiście nie jest tak, że oni to wszystko mogli zrobić własnymi siłami, to jest cała większa struktura.  

Czy u nas tego nie ma, bo nie ma takich ludzi?

To kwestia innej mentalności, wiąże się też z innym poziomem rozwoju cywilizacji. Działamy w kulturze nie dlatego, że uważamy, że dobrze się tym zajmować, że to „piękny kwiat” i szlachetne zajęcie, tylko dlatego, że kultura ma kształtować naszą świadomość. Mamy sami o sobie się więcej dowiedzieć. To jest ta ważna rzecz. 

A jak miasto pomaga artystom w Berlinie?

Tam jest tak, że władza nie ingeruje. Jest pewna pula pieniędzy na różne działania twórcze, na eksperymenty. Nie kontrolują ściśle ich przebiegu i efektów, oni uważają że to jest inwestycja, pewien kapitał społeczny.

W ogóle uważam, że jeśli chodzi o finansowanie kultury to dobrze by było wymyślić taki system, aby można było dotrzeć ze środkami, które są, do tych, którzy naprawdę mają fajne pomysły. Nie tylko za wielkie pieniądze da się coś zrobić. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby dać stu różnym artystom po tysiąc złotych i zobaczyć co z tego wyjdzie, niż wydać sto razy tysiąc na jakąś jedną markę. Nie wiem, jak to powinno być pomyślane, ja wolę działać tu i teraz, coś robić. Jestem bardziej człowiekiem czynu. 

Jako człowiek czynu, czego byś oczekiwał od włodarzy, żeby ten czyn umożliwiali?

Wydaje mi się, że brakuje dialogu. Ale takiego prawdziwego, nie takiego, że siadamy pod krawatami i każdy mówi swoje, a potem nic z tego nie wynika, tylko żeby to przybrało formę jakiejś stałej strategii miasta, podzielonej na różny kaliber wydarzeń. Wiadomo, że urzędy mają swoją zdolność przetwarzania pewnej ilości wydarzeń i projektów, być może z tego wynika chęć dawania większej ilości pieniędzy na kilka projektów, bardziej zachowawczych, co do których nikt nie będzie miał wątpliwości, że to jest kultura – bo jest – i wszystko jest załatwione. Może trzeba zobaczyć, jaka jest prawdziwa nowa energia w tym mieście, otworzyć się na wydarzenia w nowej formule. Można by spróbować razem popracować nad mentalnością ludzi, żeby nie bali się wyjść i zrobić czegoś w swoim mieście. 


Wywiad przeprowadziły i opracowały: Anna Ciarkowska i Marta Madejska

Paweł Olszewski – przedsiębiorca, gitarzysta i kompozytor. Urodzony w Łodzi w 1975 r., absolwent Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. Współzałożyciel i wieloletni dyrektor ds. technologii łódzkiej spółki informatycznej AMG.net. Student Jazzschule Berlin. Fundator i prezes zarządu Fundacji Brandsa w Łodzi, zajmującej się wspieraniem rozwoju kultury i pomocą społeczną. Współtwórca łódzkich projektów Jazztime i Bajkonur. Poświęca się obecnie projektom muzycznym oraz działalności Fundacji.

TAGI

przemysły kreatywne      Łódź      łódzka scena artystyczna